Miłość do cierpiącego jest
znakiem i miarą poziomu
cywilizacji rozwoju narodu.
Jan Paweł II
|
|
|
Inni o Hospicjum
 Poniedziałek 29 czerwca 2009
Zapamiętać morze i słoneczną plażę
DZIECI, KTÓRE MUSIAŁY DOROSNĄĆ
TO były wymarzone dwa tygodnie. Z dala od cierpienia, wspomnień, ciszy domu, gdzie nie ma bliskich, których zabrała choroba. Na długie miesiące zostaną w pamięci obrazy sztormującego Bałtyku, białego piasku, zabytkowej ciuchci, końskiej grzywy w stadninie i gofrów, które tylko nad morzem tak smakują. Dzieci z koloni hospicyjnej z Radomia dziś żegnają się z Dziwnowem, które po raz szósty ugościło całą gromadę. Przygoda w stadninie Dla prawie całej trzydziestoosobowej grupy to pierwsza taka przygoda z końmi. Swoje podwoje dla kolonistów z Radomia otworzyła stadnina Czahary w Pogorzelicy. Było wspaniale, każdy z nas jeździł konno. Trochę się na początku bałam, ale potem spodobało mi się. Płynęliśmy także Victorią z Dziwnowa do Kamienia, tam gościł nas ksiądz dziekan. Była herbata, ciasto, karmiliśmy rybki, no i te pyszne gofry w Międzyzdrojach w „Goferku". Będzie co opowiadać, jak wrócimy - mówi Agata Skorniewska, uczennica II klasy gimnazjum w jednej z podradomskich miejscowości. Agata - podobnie jak wszystkie dzieci, które przyjechały do Dziwnowa - ma za sobą bolesne doświadczenia. Każdy z kolonistów stracił bliską osobę. - Opiekowaliśmy się ich rodzicami, teraz opiekujemy sierotami. Wiele z tych rodzin nie stać na taki wyjazd. Tym boleśnie doświadczonym potrzeba trochę słońca, oddechu morza, normalności z dala od choroby - mówi ks. Marek Kujawski, sprawca całego zamieszania, który od sześciu lat stoi na czele Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu.
Przyjęli z otwartym sercem Placówka ma pod opieką 367 dzieci, a także chorych na terenie aż pięciu powiatów. - Zajmujemy się pacjentami w terminalnym okresie choroby, a także dziećmi -tłumaczy ks. Marek. Wcześniej przez kilka lat prowadził szczecińskie hospicjum i także przywoził najmłodszych na letni wypoczynek do Dziwnowa. Przyjazd dzieci nad morze był możliwy dzięki wsparciu mieszkańców Dziwnowa. - Ogłosiłem w czasie nabożeństwa, że prosimy o pomoc w zakwaterowaniu kolonii. Jakiś czas po tym zgłosiła się właścicielka ośrodka „Zacisze", która zaoferowała miejsce dla dzieci - tłumaczy ks. Karol, proboszcz dziwnowskiej parafii, który także włączył się w dwutygodniowe życie kolonii.
Wyjątkowi koloniści - Proszę, kochani, zmówmy modlitwę, a potem zabieramy się do jedzenia. I wszystko znika z talerzy. Musicie mieć siłę, bo czeka nas dziś jeszcze podróż ciuchcią retro - mówi do swoich podopiecznych ks. Marek. Maluchy i ciut starsi siadają do obiadu, którym poczęstowała ich właścicielka ośrodka „Polfa" z Pogorzelicy. - Mamy tu wielu przyjaciół, każdego roku o nas pamiętają - mówi ks. Marek, zabierając się do parującej porcji żurku. Tuż obok przy stoliku dwójka malców prosi o dokładkę frytek. Na sali jest cichutko. Nikt nie krzyczy, nie robi psikusów i co ważne nie wybrzydza. - Te dzieci musiały szybko dorosnąć. Są wyjątkowe, bardzo zdyscyplinowane - mówią opiekunowie, którzy na co dzień pracują jako wolontariusze w radomskim hospicjum, a teraz przyjechali z najmłodszymi.
|
|
Zmieniony: Piątek, 18 Wrzesień 2009 22:46 |
 Czwartek 13 sierpnia 2009
W Bieszczadach goją psychiczne rany po stracie rodziców.
Kolonia, która leczy.
Dobiega końca trzeci turnus kolonijny dla dzieci, które straciły jedno bądź obydwoje rodziców. Niektóre dopiero tutaj zaczęły normalnie jeść i się uśmiechać. Czystko dzięki garstce wolontariuszy z Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu i jego duszpasterzowi ks. Markowi Kujawskiemu (SAC). Od 6 lat organizuje w Bieszczadach letni wypoczynek dla dzieci, których rodzice zmarli na raka. Jest pewien, że góry mają dobroczynny wpływ na gojenie psychicznych ran.
|
|
Zmieniony: Piątek, 18 Wrzesień 2009 22:41 |
|
Więcej…
|
|
|
|
|
Stworzone dzięki Joomla!
Wykonana przez INFOKOM.